poniedziałek, 4 czerwca 2018

Ulubieńcy maja 2018, nie tylko kosmetycznie

Ulubieńcy maja, czyli czego nadużywałam w ostatnim czasie, nie tylko kosmetycznie.

Coś mało tych majowych ulubieńców, ale jakoś tak mało powodów do zachwytu. Jak zwykle jeszcze tydzień temu mogłabym pokazać z 10, a dziś przebieram, wybieram i tyle uzbierałam. Jednak ostatnio zaliczyłam kilka powrotów do poprzednich ulubieńców lub używam ciągle tego samego produktu, który już zachwalałam, więc też nie jest tak źle. Ale nowych ulubieńców brak, a i Ci dwaj kosmetyczni, już kiedyś zachwalani byli, choć nie typowo w ulubieńcach. Ufff dobra po tym przy długim wstępie, możemy przejść dalej.

Ulubieńcy maja, czyli czego nadużywałam w ostatnim czasie, nie tylko kosmetycznie.

Senelle - Inspired by Winter - Regenerujące serum olejowe

Już o nim i jego rodzeństwie z nowszej kolekcji wiosennej pisałam. Już wtedy się nim zachwycałam. Jednak używam go nadal, nałogowo wręcz. Jak nie mam pomysłu co nałożyć, jak mi się nie chce nic nakładać, jak moja skóra jest zmęczona tą upalną wiosną. Pod oczy wręcz kocham, samodzielnie, z kremem, na krem, pod krem. Nic złego mi nie robi, nie zapycha, nie uczula, nie podrażnia. Nie czuję, żeby skóra była oblepiona, czy przesadnie tłusta, a przecież na dworze skwierczy, a skórę twarzy mam mieszaną w stronę tłustej. Moja odwodniona skóra pod oczami wciągają go niemal do zera, wrażliwe oczy nie protestują. Ostatnio co wieczór ląduje co najmniej pod oczami. Używam go od 2 miesięcy, nadal się zachwycam, a jeszcze połowy nie zużyłam. Byłam przekonana, że serum zimowe, będę musiała odstawić, jak zrobi się gorąco, ale  na razie przy 30 stopniach nadal się świetnie dogadujemy. Uwielbiam.

Ulubieńcy maja, czyli czego nadużywałam w ostatnim czasie, nie tylko kosmetycznie.

Silikonowy pędzelek

Nigdy nie byłam fanką masek, które trzeba rozrabiać. Wszystko co nie było gotowcem, nie interesowało mnie. Ale z czasem, jak się widzi zachwyty nad proszkami, wystarczy dodać wody i wymieszać, to nawet ja dam radę. No cóż, niekoniecznie. Z czasem dowiedziałam się, że łyżeczka do mieszania nie jest wskazana. Plastikowy pędzelek niby do maseczek, nie nadaje się do mieszania, a i do nakładania jest słaby. Pędzel języczkowy "do podkładu" jakoś też nie do końca daje radę, więcej zjada i tyle potem domywania ... Aż trafił w moje ręce zestaw masek SpaScriptions z pędzelkiem silikonowym. Od kiedy go miałam, polubiłam się z produktami do samodzielnego wymieszania. Ale i on był kiepskiej jakości, szybko się rozpadł, na szczęście osiedlowa drogeria jest dobrze zaopatrzona. Chwyciłam tego gagatka i co najmniej raz w tygodniu używam. Mieszam nim i nakładam. Umycie to 3 sekundy. Mała rzecz, a cieszy i ułatwia życie. Nie wyobrażam sobie nie mieć go w domu. Niestety opakowanie wyrzuciłam, więc nie wiem co to za firma, ale to nie ma większego znaczenia, bo każdy w miarę sensownie wykonany będzie równie dobry.

Kanał na YouTube: Ula Pedantula

Zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie, nie koniecznie dlatego, że sprzątać nie umiem. Raczej lubię mieć towarzystwo przy sprzątaniu. Jak widzę kogoś kto sprząta to jakoś mi też się chce, motywacja wzrasta i nagle samo się robi. Nawet te góry nieszczęsnego prasowania, które jakoś rosną i zawsze są na szarym końcu tego czym muszę się zająć, zniknęły. 
TOP