piątek, 29 czerwca 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się #26 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Piątek, piąteczek, piątunio ... intensywny tydzień, do tego przez pierwsze 2 dni, malowanie w biurze, w którym pracuję, więc warunki wybitne, smród taki, że ciężko było się skupić ... Meczy oglądać nie lubię, a po tym co było w niedzielę ... lepiej byłoby tego nie widzieć. Więc nadrabiam zaległości serialowe, coś Was ostatnio w tym temacie zachwyciło?

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Maseczki Chic Chiq - A la Rose oraz De la Mer

Wszystkie po chwili od nałożenia zastygają odczuwalnie i zauważalnie. Niestety nie umiałam rozłożyć ich równomiernie, tak, żeby na twarzy nie mieć jednocześnie suchych i jeszcze długo wilgotnych placków. Bez wody termalnej ani rusz, trzeba sporo i nie do końca zdaje egzamin. Jeśli się zagapię z ich usunięciem, to pod fragmentami gdzie przeschła, a czasami i wokół, zostają czerwone, swędzące ślady. Nie uczulają, nie podrażniają, nie zapychają. Póki nie zastygnie ściąga się ją łatwo, wystarczy zetrzeć, a będą się rolować. Nigdy nie udało mi się jej zdjąć dużymi płatami. Niestety te fragmenty, które zastygną są trudne do usunięcia, ja wybieram wodę i gąbeczkę konjac, które potrafią mieć z nią problem, a wtedy jej działanie na moją skórę szybko maleje. Jednak jeśli uda mi się zabezpieczyć granicę maseczki olejem, nie dosyć, że nagle problem z zastyganiem, nie jest tak dotkliwy, to jeszcze zdjęcie jej będzie ułatwione. Opakowania bambusowe są śliczne, ale niestety irytuje mnie opór jaki stawiają przy zamykaniu. Zapachy ogólnie są raczej przyjemne. Używam ich od dawna, ale trudno mi było cokolwiek szczególnego o nich napisać. Są poprawne. Nie ma w nich nic szczególnego, nic innowacyjnego pod względem działania na moją skórę, czy ułatwiającego, uprzyjemniającego używanie. Najbardziej polubiłam się z de la Mer, do niej mogłabym wrócić, ale czy tak będzie, jeszcze nie wiem, może jak zatęsknię. Na razie nie planuję ponownego zakupu. Jednak jeśli coś nowego wypuszczą to pewnie się skuszę, bo ostatecznie nie są to najgorsze maseczki jakie miałam. Jeśli Cię korci, to zniechęcać nie będę, ale szczerze polecam skorzystanie z możliwości zamówienia ich w mniejszej pojemności. Jeśli macie ochotę na więcej to pisałam o 4 z nich oddzielny wpis oraz o moim sposobie jak sobie z nimi poradzić, jeśli napotkasz na problem.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Rapan Beauty - Maska do twarzy - Intensive Care Power of Nature

Przyjemna, błotnista maseczka z drobinkami. Podczas aplikacji i zaraz po myślałam, że będzie za mocna dla mojej skóry. Ale już miałam doświadczenie, więc tym razem nie przejmowałam się zbytnio. Na szczęście początkowe pieczenie i rozdrażnienie szybko ustępuje i mogę spokojnie ją dłużej przetrzymać na twarzy. Skórę mam wrażliwą, ale już się przyzwyczaiłam, że maseczka może dawać dyskomfort. Jeśli nie jest on przesadny, a działanie zacne, nie mam na co narzekać i tak jest właśnie w tym wypadku. Efekt więcej niż zadowalający. Maseczka zastyga dłużej niż większość jej podobnych. Spokojnie mogę z nią posiedzieć nawet 20 minut. Łatwo się zmywa. Skóra po zmyciu maseczki, jest niesamowicie gładka, jakbym pozbyła się wszelkich nierówności. A do tego koloryt jest wyrównany. Nie ma podrażnienia, nie ma zaczerwienia, nie ma dyskomfortu. Maseczka jest wydajna, sięgam po nią często, a nadal mi trochę zostało. Im dłużej jej używam, tym bardziej jestem z niej zadowolona. Kupiłam ponownie, zużyłam i mam ochotę na więcej. Była w ulubieńcach oraz 3 produktach z L'oreal i Madara


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

L'oreal - Volume Million Lashes

Klasyka, czy jest ktoś jeszcze kto go nie próbował? Spora, silikonowa szczoteczka. Ściąga z boku fajnie odzwierciedla wygląd szczoteczki, plus jeśli nie ma testera. Świetna formuła, choć świeża jest za mokra, więc warto dać jej trochę pooddychać przed prawidłowym używaniem, a potem stan idealny utrzymuje się spokojnie do 2 miesięcy, choć muszę przyznać, że i podeschniętą lubię używać. Efekt: wydłużone, rozdzielone, podkreślone, naturalnie wyglądające rzęsy. Bardzo łatwo się zmywa, nie osypuje, nie rozmazuje. Nie robi krzywdy moim wrażliwym oczom. Można budować i wzmacniać efekt, choć jak dla mnie nie będzie on spektakularny, na szczęście. Jeśli zaczyna mi się nie podobać, to dopiero długo po otwarciu opakowania. Bardzo fajny i nie bez powodu popularny tusz. W cenie regularnej trochę drogi, choć raczej w przeciętnej drogeryjnej cenie, ale od czego są promocje. Zużyłam wiele opakowań i ciągle należy do wąskiego grona wybrańców po których sięgam ponownie. To taki mój pewniak. Nawet swego czasu trafił do 3 produktów z Primark, Revlon.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Rimmel - Insta Fix&Matte - Puder transparentny

Całkiem nieźle matuje, lekko bieli, jest bardzo mocno widoczny na skórze. Nawet jak tylko delikatnie oprószałam nim skórę, to nagle makijaż staje się ciężki, faktura skóry jest podkreślona. Nałożony gąbką gwarantuje szpachle. Zużyłam, ale głównie nakładając go, kiedy nie zależało mi na nieskazitelnym makijażu i raczej na obrzeżach twarzy, niż w jej centralnej części. Nie polubiłam się z nim i nie wrócę do niego ponownie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Yope - Naturalne mydło do rąk dla dzieci - Jaśmin

Przyjemny, delikatny zapach. Rzadsza konsystencja, niż ich klasycznych mydeł. Nie robią nic złego, myją. Jednak ten dla którego je kupiłam, woli pianki.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Elfa Pharm - Dr. Sante - Aloe Vera - Balsam-koncentrat do włosów

Ostatnio wspominałam o szamponie Dr. Sante, którego niestety musiałam się pozbyć. Ale z tą odżywką polubiłam się od pierwszego użycia. Na siano, którego się dorobiłam jakiś czas temu była idealna, momentalne wygładzenie, ale bez szczególnego obciążenia. Przy zmianie szamponu, nie robiła już tak dużego wrażenia, a po prostu była poprawna i przyjemna. Nie robiła krzywdy mojej wrażliwej skórze głowy.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Isana - Perły do kąpieli z olejem babassu i mocznikiem

Fajnie barwią wodę, ale nie wannę. Zapach jest przyjemny, dobrze i szybko się rozpuszczają. Zmiękczają wodę i sprawia, że skóra jest przyjemna. Ale nie zachwyca mnie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Balea - No drama lama

Sucha, tępa podczas rozprowadzania o dziwnym posmaku. Od pierwszego użycia mi nie podpasowała i miałam problem, żeby się zmotywować do jej używania, więc się pozbywam.

Lip Smacker - Chupa chups

Przez te opakowania i smaki, zawsze się skuszę na którąś, ale o dziwo potem wcale tak chętnie po nie nie sięgam. Niby nie mam nic przeciwko nim, ale moja ręka zawsze chwyta inny balsam do ust.
TOP