poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Lush - Don't look at me

Seria maseczkowa, dziś Lush, a konkretnie Don't look at me.

Kolejna odsłona serii maseczkowej Lush. Dziś na tapecie Don't look at me. Co powinna robić? Odświeżać, rozjaśniać i wyrównywać koloryt skóry. A co robi?

Seria maseczkowa, dziś Lush, a konkretnie Don't look at me.

Skład z amerykańskiej strony Lush


Zapach ma lekko kwaśny, na początku pomyślałam o cytrusach, ale to nie to. W końcu wpadłam, co mi przypomina, zupę szczawiową, którą uwielbiam, więc na zapach narzekać nie będę, choć to zabawne skojarzenie. Kolor abstrakcyjny, bo to przepiękny intensywny niebieski, turkusowy, poczułam się jak smerf ... z wysypką, bo jest pełna drobinek. 

Seria maseczkowa, dziś Lush, a konkretnie Don't look at me.

W miarę dobrze się rozprowadza, drobinki nie znęcają się jakoś szczególnie nad skórą. Ale wydajność jest zauważalnie mniejsza, niż w przypadku Cosmetic Warrior, bo wykończyłam ją, połowę opakowania, po 4 aplikacjach, a nie wydaje mi się abym przesadzała z ilością. Zastyga odczuwalnie, ale nie oznacza to wielkiego dyskomfortu. Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha.

Seria maseczkowa, dziś Lush, a konkretnie Don't look at me.

Fajnie oczyszcza, skóra jest po niej aksamitnie gładka, za każdym razem byłam pod wrażeniem. Ale niestety nie radzi sobie z oczyszczaniem skóry z większych nieprzyjaciół, a zaskórniki ogarnia dopiero po przyzwoitym wykorzystaniu drobinek podczas masażu i zmywania. Z mniej przyjemnych objawów, raz po dłuższym czasie, niż zalecane 10-15 minut, zaczęła mnie mrowić skóra pod nią, choć po chwili to uczucie minęło. Skóra po zmyciu nie była zaczerwieniona czy rozdrażniona, choć niestety uczucie ściągnięcia towarzyszyło mi dosyć długo.

Seria maseczkowa, dziś Lush, a konkretnie Don't look at me.

Podsumowując:

Fajna maseczka, zwłaszcza jeśli zależy Ci głównie na wygładzeniu faktury skóry i wyrównaniu kolorytu, odświeża, natomiast nie zauważyłam u siebie, żeby jakoś szczególnie rozjaśniała. Zdecydowanie bardziej do gustu przypadła mi Cosmetic Warrior lepiej wpisuje się w wymagania mojej skóry. Tą raczej pominę, jeśli nadarzy mi się kolejna okazja na zakupy w Lush. 

Masz ochotę na więcej recenzji maseczek Lush, a może chcesz poczytać o tej konkretnej, ale używanej i opisanej przez kogoś innego? Zapraszam do Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis, co poniedziałek opisujemy tą samą maseczkę Lush. Sama jestem ciekawa co o niej napisze, lecę czytać.

Lush - Cosmetic Warrior:


TOP