niedziela, 13 sierpnia 2017

Magdalena Witkiewicz - Szkoła żon

Moje wrażenia świeżo po lekturze książki Magdaleny Witkiewicz, Szkoła żon.

To druga książka Magdaleny Witkiewicz z jaką mam do czynienia. Pierwszą, najnowszą Czereśnie zawsze muszą być dwie, przesłuchałam, zachwyciła mnie i odblokowały moje znużenie książkami. Planowałam nadrobić resztę bogatej twórczości autorki, a z pomocą przyszła mi seria Bestsellery na obcasach, którą co 2 tygodnie można dorwać w kiosku, jako dodatek do różnych gazet. Pierwszy tom kupiłam za 7,99 zł z jakąś beznadziejną gazetą. 

Przyznam szczerze tytuł mnie odrzucał, wszystko się we mnie buntuje na samo wyobrażenie tego co może sobą reprezentować. Pewnie byłby to ostatnia książka po którą bym sięgnęła, co z tego, że dopiero co ją kupiłam. Jednak od czego są inne baby, z pomocą przyszła Katarzyna z bloga Sklerotyczka, tak ją zachwalała, uznałam, że muszę spróbować, ale ... spróbowałam zacząć od Pensjonatu marzeń, niestety tam od początku są odwołania do Szkoły żon ... dobra, już dobra, dam jej szansę. Mój syn uciął sobie drzemkę, więc zaczęłam. Drzemka się przeciągnęła, a ja się wciągnęłam do tego stopnia, że cały sobotni wieczór robiłam wszystko z książka w ręku. 

Czereśnie polubiłam za nie epatowanie seksem, ale też uznałam, że autorka widocznie nie czuje się swobodnie w tych tematach. Jak wielce się myliłam, wiedzą tylko te, które Szkołę już czytały. A jednocześnie to jak pisze o cielesności jest smaczne, dosadne, ale nie wulgarne, idealne wyważenie. Jeszcze chyba nie miałam okazji czytać książki, która tak ładnie potrafiłaby ująć temat, bez przekształcania go w bajkę, robienia śmiesznym, czy też obrzydliwym. 

Ale to nie jest książka o seksie, a o szczęśliwych kobietach, a raczej o tym jak być szczęśliwą sama ze sobą. Jednak znowu zaczynam nie tam gdzie powinnam, bo książka zaczyna się tak normalnie, porzucenie, zdrada, rozwód. Jak to z koleżankami przy kawie, bez rozmowy o facetach i związkach się nie obejdzie. Co kobieta to historia, o dziwo wcale nie są wielce przerysowane, a raczej smutnie prawdziwe. Jak to się dzieje, że tracimy wiarę w siebie? 

Zupełnie się nie spodziewałam, tego co dostałam. Było tak lekko i przyjemnie, jak tylko można, bez dobijających dłużyzn. Zresztą książka ma tylko 211 stron, a dzieje się tu wiele. Ostatnio podkreślam, że jestem na takim etapie życia, na którym nie mam tyle czasu co kiedyś. Na tą książkę czas znalazłam, mimo, że teoretycznie nie wpisuje się w mój gust. 

Polecam, zwłaszcza w takiej cenie, w jakiej ja ją dorwałam. To nie będzie zmarnowany wieczór, czy też dwa.

Moja ocena 8/10

Wydawnictwo Edipresse

Wrażenia z lektury Szkoły żon widziałam, również u Sklerotyczki, choć jeszcze nie czytałam, lecę to nadrabiać.

Moje wrażenia świeżo po lekturze książki Magdaleny Witkiewicz, Szkoła żon.
TOP